Uczniowie „Żeroma” siódmy raz Pogorią na pełnym Morzu Liguryjskim

Autor: redakcja UMJG

31.3.2026 - 15:20

Uczniowie „Żeroma” siódmy raz Pogorią na pełnym Morzu Liguryjskim

Zakończyła się kolejna morska przygoda uczennic i uczniów I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Jeleniej Górze – VII rejs żaglowcem Pogoria! Kolejny raz mogli uczyć się żeglowania na Morzu Liguryjskim, pod okiem doświadczonej załogi stałej i oficerów wachtowych. Rejs odbył się w terminie 13 – 21 marca 2026 r.

Serdeczne wyrazy wdzięczności i podziwu należą się wszystkim żeglarkom i żeglarzom za udział w rejsie i dzielne stawianie czoła morskim wyzwaniom. Wielkie podziękowania należą się także nauczycielom Dominice Dziedzińskiej i Tomaszowi Raczyńskiemu, którzy wspaniale opiekowali się młodzieżą i rzetelnie wskazywali kurs do właściwego portu. Niskie ukłony uczestników sponsorom rejsu, czyli rodzicom, którzy sfinansowali wyjazd i wspierali go organizacyjnie.

Organizatorzy rejsu żywią nadzieję, że uczestnicy rejsu dobrze wspominają chwile spędzone na pokładzie Pogorii, a wielu z nich będzie kontynuowało morską przygodę i rozwijało zdobyte umiejętności żeglarskie. Już za niedługo odbędzie się spotkanie wszystkich sympatyków rejsu, na którym odbędzie się prezentacja zdjęć i materiału filmowego, który powstaje dzięki nadzwyczajnym umiejętnościom i uprzejmości Tomasza Raczyńskiego.

Grzegorz Lustyk – organizator VII edycji rejsu młodzieży I LO Pogorią.

„Wyjeżdżając z Jeleniej Góry, pożegnało nas słońce i piękna pogoda. Niestety, w „słonecznej” Italii powitał nas deszcz i porywisty wiatr, który uniemożliwiał wypłynięcie z Imperii. Przez pierwsze dwa dni staliśmy w porcie, nie wiedząc, kiedy i czy w ogóle ruszymy na pełne morze. Czas ten spożytkowaliśmy na naukę, każda wachta poznawała swoje zadania. Dopiero drugiego dnia pojawiło się słońce, co pozwoliło ustawić kurs na Portovenere i wyruszyć wreszcie na pełne morze.

Podczas rejsu nasza załoga została podzielona na cztery wachty, z których każda odpowiadała za inne zadania na pokładzie STS Pogoria. Wachta nawigacyjna zajmowała się prowadzeniem statku — sterowaniem, obserwacją morza oraz prowadzeniem dziennika pokładowego. Wachta gospodarcza odpowiadała za przygotowywanie posiłków i utrzymanie porządku pod pokładem, natomiast wachta bosmańska dbała o liny oraz czystość na pokładzie.

Ponieważ Pogoria jest żaglowcem szkolnym typu barkentyna, ważnym elementem naszego dnia była także praca przy żaglach. Aby je rozstawić, należało wspiąć się na reje, rozwiązać odpowiednie węzły, a po zakończonej żegludze — ponownie wejść na górę i je zabezpieczyć - sklarować. Oficerowie zachęcali nas, by spróbować swoich sił na wysokości, podkreślając, że to jedno z najbardziej wyjątkowych doświadczeń podczas rejsu.

Wspinaczka po linowych drabinkach dostarczała ogromnej dawki adrenaliny, ale jednocześnie pozwalała podziwiać zapierające dech w piersiach widoki. Z góry rozciągała się panorama wybrzeży Ligurii, a otaczające nas morze wydawało się nie mieć końca.

Płynęliśmy, aż na horyzoncie zaczęły rysować się kolorowe zabudowania Potrojenie, gdzie czekała nas chwila odpoczynku przed wyruszeniem w dalsze zakątki morza. Portovenere zachwycało swoimi zabudowaniami nad samym brzegiem, starym kościołem św. Piotra i zabytkową twierdzą Doria, które górowały nad portem, skąpane w złocistym blasku zachodzącego słońca odbijającego się w wodzie.

Kolejną noc spędziliśmy kotwicząc w zatoczce, by rano wypłynąć w kierunku Santa Margherita Ligurię. W momencie, gdy już prawie dopływaliśmy, morze wzburzyło się. Fale zwiększyły się do tego stopnia, że trudno było utrzymać równowagę na pokładzie, a woda ochlapywała pokład. W tamtym momencie doświadczyliśmy jednego z bardziej niesamowitych widoków. Wokół Pogorii pojawiły się delfiny, przecinały wzburzoną wodę, jakby witały nas na morzu i dodały rejsowi magicznej energii.

Z Margherity pieszo odwiedziliśmy słynne Portofino — malowniczą wioskę rybacką, która przyciąga turystów z całego świata, dzięki kolorowym domom nad samym brzegiem i romantycznej atmosferze włoskiego wybrzeża. Po zwiedzeniu obu miejscowości wypłynęliśmy ostatni raz w morze, kierując się z powrotem do Imperii — portu, w którym nasza przygoda się rozpoczęła i gdzie również ją zakończyliśmy.

Ten rejs nie byłby taki sam bez naszej stałej załogi. Wspaniali oficerowie byli przy nas na każdym kroku — pomagali, gdy dopadała nas choroba morska, zachęcali, żeby wykorzystać każdą chwilę rejsu na sto procent i cierpliwie dzielili się swoją wiedzą. Bosman, odpowiedzialny za liny, żagle i porządek na pokładzie, potrafił czasem stanowczo upomnieć, ale często też żartował, wprowadzając pogodną atmosferę. Kucharz, czyli Cook, bez którego pewnie byśmy umarli z głodu, dbał także o porządek i organizację pod pokładem. A pani kapitan spinała wszystko w całość — czujna, opanowana i zawsze gotowa służyć radą. Dzięki nim, te dni na morzu, były nie tylko bezpieczne, ale też pełne śmiechu, nauki i niezapomnianych wspomnień.

Choć nasza przygoda dobiegła końca, w pamięci pozostaną niezapomniane chwile — wschody i zachody słońca na linii horyzontu, kolorowe miasteczka, chwile adrenaliny podczas manewrów i szum fal. To doświadczenie, którego nie da się zapomnieć”

Matylda Surmacz kl. 4I
Wspomnienia rejsowe, przygotowane przez uczestniczkę wyprawy...

Galeria
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image